Grecja - Filip Olkiewicz - NAWA

In order to personalize content, adjust and analyse ads, and provide safer experience, we use cookies. By using this website, you agree to the collection of information by us. The details can be found at: Privacy policy.
  • Sonatina NAWA
  • International cooperation and exchange
  • CEEPUSCEEPUS
  • Polish Language Programme – POLONISTA
  • Europejski Instytut Uniwersytecki (European University Institute)Europejski Instytut Uniwersytecki (European University Institute)
  • NAWA PRELUDIUM BIS 1
  • IMPRESS-U
  • ERC Mentoring Initiative
  • Programy zakończone
  • InstitutionsInstitutions
  • StudentsStudents
  • The Polish LanguageThe Polish Language
  • International Promotion
  •  

     

    Dr Filip Olkiewicz studiował język nowogrecki, a polskiego jako obcego zaczął uczyć już podczas studiów doktoranckich. W Atenach łączy obie pasje. Na jego zajęciach są polonez, belgijka, polskie potrawy i rozmowy o tym, dlaczego Polacy tak oszczędnie gospodarują uśmiechem.

     

    Lektorzy 1.1 Filip Olkiewicz

     

    Co sprawiło, że zdecydował się Pan zostać lektorem języka polskiego i wyjechać za granicę?

    Zadecydował przede wszystkim mój kierunek studiów. Studiowałem język nowogrecki, a od czasów studiów doktoranckich uczyłem również polskiego jako obcego na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Pracowałem z grupami wielonarodowymi, między innymi z osobami z Bliskiego i Dalekiego Wschodu oraz z Afryki. Kiedy pojawiła się możliwość połączenia języka nowogreckiego z nauczaniem polskiego, czułem, że muszę spróbować. Udało się i dziś uczę języka polskiego w Atenach.

    Co najbardziej różni nauczanie polskiego w Atenach od pracy w Polsce?

    W Polsce grupy są częściej wielonarodowe, za granicą natomiast zwykle jednorodne kulturowo. Różni się również motywacja. Osoby przebywające w Polsce potrzebują języka, żeby normalnie funkcjonować, studiować i pracować. W Atenach polski jest językiem do wyboru, czasem drugim albo trzecim. Niektórzy traktują go więc bardziej jako przedmiot dodatkowy i trzeba im pomóc zobaczyć, do czego może być on potrzebny.

    Kim są Pana studenci i dlaczego chcą się uczyć polskiego?

    Pracuję głównie z osobami bardzo młodymi, na poziomie studiów licencjackich. Najczęściej prowadzi je ciekawość, ale zdarzają się motywacje zawodowe, rodzinne i miłosne. W jednej grupie mam troje studentów z polskim pochodzeniem – dla nich jest to powrót do korzeni. Słyszę też historie młodych Greczynek, które przez internet poznały partnerów z Polski. Dwie zamieszkały później w naszym kraju, jedna została na stałe. Droga do języka potrafi być naprawdę nietypowa.

    Czego o Polsce i Polakach dowiadują się studenci poza gramatyką?

    Przygotowuję ich do polskich realiów, między innymi do tego, że oszczędnie gospodarujemy uśmiechem. W Grecji krótka rozmowa, uśmiech i zainteresowanie drugą osobą są naturalną częścią codziennej interakcji. Jedna ze studentek wybrała się do Polski w grudniu, a więc po trzech miesiącach nauki, i nawet mając świadomość tej różnicy, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że Polacy zachowują się nieuprzejmie. Musiałem ją przekonać, że to tylko nasza powierzchowność – trzeba nas poznać bliżej, by zobaczyć szczery uśmiech. Studenci uczą się więc, że te same zachowania mogą być w dwóch kulturach odczytywane zupełnie inaczej.

    Jaki jest Pana ulubiony sposób na zainteresowanie studentów Polską?

    Stawiam na aktywności pozalekcyjne. Zorganizowałem zajęcia z tańców: tańczyliśmy poloneza, kujawiaka i belgijkę. Belgijka nie jest polskim tańcem, ale świetnie integruje grupę. W kraju, w którym lokalna muzyka i taniec są bardzo ważne, taki sposób opowiadania o kulturze trafia do studentów. Ważna jest też kuchnia. Przy okazji świąt staram się, żeby zapachniało polskim domem – przynoszę mazurki, makowce, częstuję barszczem czy grzybową. Można przy tym poznawać produkty, ćwiczyć biernik, uczynić naukę smaczną i znaleźć usprawiedliwienie, dlaczego przybrało się na wadze.

    Co podczas pracy za granicą najbardziej Pana zaskoczyło?

    To, że nawet bardzo dobra znajomość języka nie wystarcza, żeby swobodnie radzić sobie w urzędzie. Brakuje wtedy wiedzy kulturowej i znajomości niepisanych zasad. W Grecji, jeśli ktoś mówi, że czegoś nie da się załatwić, czasem trzeba pokiwać głową, przyjść jeszcze raz, a później kolejny – i w końcu okazuje się, że jednak się da. Kompetencja językowa to tylko część poruszania się w innym kraju.

    Czy dzieli się Pan ze studentami własnymi błędami językowymi?

    Tak, bo to może ich ośmielić. W grece słowa oznaczające kondolencje i gratulacje są bardzo podobne i łatwo się pomylić. Taki błąd robi się w życiu raz, ale pamięta się go bardzo długo. Warto popełniać gafy i na ich podstawie się uczyć. Mój grecki zawsze będzie językiem wyuczonym i nie próbuję „udawać Greka”. Dzięki temu studenci widzą, że pomyłki się zdarzają, ale nie powinny nam one przeszkadzać w komunikacji.

    Co ta praca zmieniła w Panu samym?

    Z perspektywy zagranicy jestem coraz bardziej dumny ze swojego pochodzenia. My, lektorzy, w pewnym sensie „ambasadorujemy”: pokazujemy Polskę przez codzienną pracę, relacje i sposób prowadzenia zajęć. Jednocześnie sami uczymy się od mieszkańców kraju, w którym mieszkamy. Uważam, że szoku kulturowego nie należy się bać. To doświadczenie, które pomaga lepiej zrozumieć zarówno siebie, jak i innych.